WSIE




Kaseta ze słuchowiskami do zakupienia na https://bdta.bandcamp.com/

WSIE

Zmyślone badanie zmyślonych miejscowości z użyciem zmyślonej i niesprecyzowanej metodologii. Słowo „wieś” jest tutaj niezobowiązującym (w sensie narzucanych przez to słowo skojarzeń) punktem wyjścia: wieś okazuje się tutaj odizolowaną od zewnętrznego świata krainą, badaną przez niewidzialnego badacza, której rzeczywistość określona jest przez fiksacje mieszkańców.

Wieś numer jeden. Wieś, w której ludzie udają, że mogą ją opuścić.
Jak wiadomo, wsi na ogół nie można opuścić, czy to ze względu na ukształtowanie terenu, czy z innych powodów. Tak jest w przypadku omawianej wsi. Pomimo tego ludzie, którzy ją zamieszkują, zachowują się tak, jakby nie tylko mogli ją opuścić, ale jakby mieli to zrobić za chwilę. W związku z tym w przedpokojach ich domów stoją spakowane walizy. A obok domów stoją atrapy samochodów. Ludzie poświęcają dużo czasu, by podtrzymać iluzję nadchodzącego wyjazdu. Rozmawiają o tym z sąsiadami, czasem mówi się o wyjeździe za granicę, do pracy, bądź do tropików na wakacje, innym razem opowiada się o tym, że jedzie się do dawno niewidzianej i całkiem zmyślonej ciotki, babci albo jakiegoś wujka. Ale nigdy do żadnego wyjazdu nie dochodzi. Ze względu na napięcie, w jakim żyją mieszkańcy wsi numer jeden powszechne są choroby serca, nerek i układu nerwowego. Długość życia w tej wsi jest najkrótsza.

Wieś numer dwa. Wieś z dźwiękami.
Znajduje się pośród lasów. Główną formą aktywności tutejszej ludności jest zbieractwo. Większość czasu spędzają w lesie, trudniąc się wyszukiwaniem i zbieraniem mechanicznych i elektronicznych urządzeń. Pochodzenie większości z tych urządzeń jest nieznane. Urządzenia, znajdowane w lisich norach, pod sosnami, na bagnach oraz zaplątane w głębokie pokłady grzybni, tutaj uznawanej za świętą i czczoną w specyficzny sposób (obrazki przedstawiające katolickich świętych wetknięte w owocniki), wykorzystywane są do generowania zabawnych i dziwnych, a na ogół zwodniczych i czasem trochę strasznych dźwięków, takich jak świergi, szuranie i bulgoty. Te dźwięki są często nagrywane na szpule, które następnie są zakopywane na polu, na którym sadzi się zboże i kartofle.

Wieś numer trzy. Wieś z błotem.
Wieś, w której panuje ciągle noc i odwilż: wszędzie znajduje się błoto. Tutejsza ludność ceni sobie wyjątkowo telewizję, której poświęca dużo uwagi: oglądanie jej stanowi nie tylko główną formę spędzania czasu (jeśli nie jedyną), ale również jest najważniejszym tematem rozmów i dążeń członków społeczności (nierealnych — telewizja jest odbierana z zewnątrz, choć nie ma możliwości opuszczenia wsi). Prawdopodobnie popularność telewizji wiąże się ze specyficznymi warunkami pogodowymi omawianej wsi. Zepsucie telewizora często skutkuje samobójstwem jego właściciela; zdarzają się również rytualne mordy na bliskich osoby, której odbiornik uległ zniszczeniu. Ponadto, oprócz telewizora, każda wiejska rodzina hoduje świnię, która mieszka w domu i posiada swój własny pokój.

Wieś numer cztery. Wieś, w której chowają się koty.
Zabudowa wsi jak i wnętrz domów charakteryzuje się wielką ilością wnęk, szuflad, dziur, przejść, norek, schowków, skrytek oraz dywaników. Oprócz tego w różnych miejscach można spotkać kartonowe pudełka z otworami, koszyki wiklinowe, rury PCV wyściełane pluszem oraz rozmaite wydrążone pnie, a drzewa są wyposażone w obszerne dziuple. Powszechnie spotyka się również słupki okręcone sizalowym sznurkiem. Na skrzyżowaniach ulic i progach domów stoją miseczki. Projekt zabudowy oraz mieszkań sprawia wrażenie przemyślanego i starannie zaplanowanego. Wynika on z głębokiej potrzeby zapewnienia kotom miejsc do chowania się.

Wieś numer pięć. Wieś, w której tańczą autobusy.
Mieszkańcy wsi od najmłodszych lat są wychowywani na kierowców autobusów. Dotyczy to zarówno kobiet, jak i mężczyzn. Kiedy osiągają dwudziesty czwarty rok życia, zostają kierowcami i ze względu na to dostają ogromne zniżki u krajowych przewoźników, jednak rzadko korzystają z tego przywileju: mieszczańscy niechętnie opuszczają swoją wioskę.
Wynika to głównie z tego, że przez większość czasu pochłaniają ich przygotowywania do święta odbywającego się raz do roku, którego najważniejszym elementem jest taniec autobusów.
Taniec ten polega na tym, że na dużym, wybetonowanym placu, znajdującym się w centrum wsi, spotyka się grupa kierowców. Kierowcy wsiadają do swoich autobusów, wyjeżdżają na plac parami i okrążają się, zajeżdżając sobie drogę, próbując uniknąć przy tym stłuczki. Zawodom tym przygląda się okoliczna ludność, to ona wydaje ostateczny werdykt. Eliminacje trwają tak długo, aż na placu zostaje jeden kierowca.
Zwycięzca dostaje prace u lokalnego przewoźnika, może też na stałe opuścić wieś i udać się do miasta.

Wieś numer sześć. Wieś, w której ludzie pragną pustyni.
Ma to związek z wykopaniem ogromnego dołu w pobliskim lesie i zwożenia z tegoż dołu piasku, który następnie jest wysypany na placu, obok gminy (omawiana wieś jest samozwańczą gminą) oraz na niektórych polach uprawnych. Na pustyni można natknąć się na pustelników, którzy leżą krzyżem, biczują się, bądź poszczą. Z kolei młodsi ludzie traktują pustynię jako plażę, urządzając w tych miejscach spotkania towarzyskie. Dochodzi wówczas do konfliktu interesów, który nie jest jednak zbyt spektakularny, ze względu na to, że pustelnicy, jeśli stawiają jakikolwiek opór młodzieży, to jest to opór bierny.

Wieś numer siedem. Wieś pełna lęku.
Wieś, w której ludzie obawiają się pozostać samemu. Nie jest wyjaśnione, dlaczego tak się dzieje, prawdopodobnie ma to związek z ugruntowanym i powszechnym przekonaniem dotyczącym tego, że należy wystrzegać się nadmiernej ilości myśli i nastrojów, którym sprzyja samotność.
We wsi #7 nie zdarza się, żeby ktoś pozostawał sam w pomieszczeniu dłużej niż kilka minut. Tutejsza ludność natomiast chętnie spędza czas w miejscach odsłoniętych, samemu bądź w grupach. Zdarzają się również festyny, w trakcie których mieszkańcy wsi popadają w rodzaj amoku.
Sytuacja ta rzutuje na zagospodarowanie przestrzeni, jak również na specyficzne rozwiązania architektoniczne. Płoty, ogradzające posesje, są niskie (nie sięgają powyżej jednego metra), drzewa i krzaki są wycinane, a wszelkie nierówności terenu są spłaszczane za pomocą walców, grabi i innych przydatnych do tego celu narzędzi. Okna w domach są duże, zwrócone w kierunku innych domów i głównego, okrągłego, pustego placu, będącego miejscem spotkań i wspólnych zabaw. Pomimo tego, tutejsza ludność nie sprawia wrażenia zbyt ze sobą zżytej – do osiągnięcia spokoju wystarcza pozostawanie w zasięgu wzroku innych ludzi. Jeśli dochodzi między nimi do spotkań, rozmowy, które odbywają się między nimi, dotyczą pogody, aktualnej pory roku oraz omawiania zdarzeń z poprzedniego festynu. Język sprawia wrażenie atrapy: rzadko jest wykorzystywany jako nośnik informacji, mowa służy do rozładowania wewnętrznego niepokoju, który zdaje się być tutejszą przyrodzoną cechą.
Ludzie opuszczający wieś #7 wyruszają co najmniej parami, nigdy samotnie.

Wieś numer osiem. Wieś z dinozaurami.
Wieś numer osiem powstała na terenie, na którym znajdował się park rozrywki z dinozaurami.
Mieszkańcy wsi nigdy nie zbudowali domów, ulic, nie ma tutaj kanalizacji, chodników, a śmieci nie są wywożone. Ludzie mieszkają we wnętrzach gipsowych odlewów dinozaurów, pośród łap, ogonów, głów i korpusów, będących wyobrażeniami tych pradawnych zwierząt. Porozumiewają się dźwiękami, które, ich zdaniem, mogły wydawać dinozaury: to znaczy warczą na siebie i skrzeczą.
Ta garstka ludzi składa się z osób, które w dzieciństwie przeżywały głęboką fascynację tymi gadami. Ta fascynacja chroniła ich przed troskami, tak, jak teraz gipsowe odlewy chronią ich przed deszczem i wiatrem.

Wieś numer dziewięć. Wieś z internetem.
Wieś, w której ludzie obawiają się internetu. Uważają oni, że internet jest przejawem działania złego, upośledzonego boga na świecie. Osoba, która raz skorzysta z internetu zostaje przeklęta. Dlatego ludzie, którzy złamali zakaz i za pomocą WiFi lub zabytkowego modemu i łącza TPSA połączyli się z internetem, są ścigani za pomocą psów. Kiedy zostają złapani poddawani są wymyślnym torturom, a na koniec zabijani i zjadani. Pozostałości ich ciał są mielone i dodawane do paszy dla różnych zwierząt, których mieszkańcy wsi numer dziewięć mają bez liku.

Wieś numer dziesięć. Wieś z byłymi hutnikami.
Ludzie ze wsi numer dziesięć są pogodzeni z własnym losem. Odczuwają głęboki spokój. Dzieje się tak prawdopodobnie dlatego, że wszystko obracają w żart.
Ta umiejętność wykształciła się, kiedy niemal wszyscy ludzie ze wsi numer dziesięć pracowali na pobliskiej hucie. Produkowano tam szklane zajączki i żeliwne rury. Na hucie często zdarzały się wypadki, np. komuś urwało rękę albo nogę. Ludzie, początkowo przerażeni, nauczyli się żartować w obliczu urwanych kończyn, co wywołało ich spokój. Śmiali się ze wszystkiego i w wyniku tego hutę zamknięto, a ludzie wrócili do prostych zajęć. Teraz często robią sobie psikusy i figle, jednak nikt się o to nie gniewa. Nie spieszą się, wszystko, co robią, robią powoli i dokładnie, są pracowici. Dużo śmieją się, a poza tym jedzą proste posiłki gotowane na parze, np. fasolkę szparagową.
Zimą zapadają w letarg, niektórzy z mieszkańców udają się do lasu i zanurzają się w zbiornikach wodnych, chichocząc przy tym, zanim te zamarzną, tam spędzają całą zimę.
Wiosną wybudzają się ze snu, wracając do swoich zajęć.
Cykl się powtarza.